System kaucyjny w Polsce wciąż w fazie rozbudowy. Konsumenci narzekają na zbyt małą liczbę zwrotomatów

0

Branża handlowa wciąż jest w procesie przygotowywania swojej infrastruktury na potrzeby zbiórki opakowań w ramach systemu kaucyjnego. Zdaniem ekspertów liczba punktów odpowiada dziś za około jedną czwartą zapotrzebowania krajowego. Konsumenci również narzekają na ten aspekt systemu, ale zwracają uwagę także na krótki termin ważności voucherów otrzymywanych ze zwrotomatów. Po pierwszych miesiącach funkcjonowania systemu kaucyjnego jego uczestnicy podkreślają potrzebę powołania organizacji parasolowej, która nadzorowałaby operatorów systemu.

– System kaucyjny, który odbiera opakowania po napojach – w tym momencie rozmawiamy o metalowych puszkach i plastikowych butelkach – jest jeszcze w okresie rozwoju. Mamy mniej więcej 6,5–8 tys. punktów, gdzie możemy opakowania kaucjonowane zwracać do automatów, a minimalną liczbę potrzebnych automatów szacujemy na 30–35 tys. sztuk – mówi agencji Newseria Jacek Wodzisławski, prezes Fundacji RECAL.

Zgodnie z szacunkowymi danymi Ministerstwa Klimatu i Środowiska od początku uruchomienia systemu kaucyjnego w październiku 2025 roku do końca marca br. w ramach systemu zebrano około 520 mln pustych opakowań. Od stycznia 2026 roku system działa w pełnym reżimie prawnym, ale wciąż jest rozbudowywany pod kątem infrastruktury.

Do końca roku pojawi się pewnie około 12–14 tys. maszyn. W perspektywie najbliższych dwóch–trzech lat osiągniemy pełne nasycenie rynku maszynami do zwrotu – prognozuje Piotr Okurowski, prezes Kaucja.pl – Krajowego Systemu Kaucyjnego. – Jako operatorzy patrzymy na rozwój infrastruktury jako proces, który ma swoje etapy i postępuje zgodnie z założonym planem. Natomiast konsument może to widzieć jako niedogodność. Udaje się z opakowaniami do maszyny, których nie ma tak wiele, jak powinno być. One mogą być zapchane i kilka razy dziennie wymagają opróżnienia. To są bolączki wieku dziecięcego, o których wiemy i je rozumiemy. Natomiast konsument oczekuje i ma do tego pełne prawo, żeby system działał idealnie od pierwszego dnia.

Jak wynika z badania zrealizowanego przez Instytut Badań Opinii IQS, 62 proc. ankietowanych korzysta z systemu kaucyjnego, z czego 40 proc. robi to regularnie. Wśród największych wyzwań, na które wskazują zbierający opakowania i oddający je do punktu, jest składowanie ich w domu (46 proc.). 41 proc. zwraca jednak uwagę na nieczynne zwrotomaty. Dla 32 proc. ankietowanych zbierających i oddających opakowania do punktów utrudnieniem jest odległość od punktów zbiórki i zapchane zwrotomaty. Wśród niezbierających opakowań 34 proc. przyznało, że brak punktów zwrotu w okolicy jest dla nich głównym wyzwaniem.

W momencie kiedy przynosimy opakowania do sklepu, a takiego automatu nie ma albo jest, tylko nie działa, pytajmy o zbiórkę manualną. Sklepy są przygotowane do tego, żeby opakowania kaucjonowane odbierać od nas, skanując je manualnie – wskazuje Jacek Wodzisławski.

Obowiązujące przepisy wprowadziły wymóg utworzenia co najmniej jednego stacjonarnego punktu odbierania opakowań i odpadów opakowaniowych objętych systemem kaucyjnym w każdej gminie. Ponadto przewidują możliwość tworzenia punktów zbierania pustych opakowań poza jednostkami handlowymi.

– Mamy obowiązek, żeby operatorzy kaucyjni dotarli do każdej gminy w Polsce, więc liczba punktów wzrasta z miesiąca na miesiąc, ale cały czas, powiedzmy to głośno, jest jeszcze niewystarczająca – ocenia prezes Fundacji RECAL.

Polskie przepisy o systemie kaucyjnym wskazują, że przy oddawaniu w punkcie opakowania ze znakiem kaucji przysługuje zwrot w formie pieniężnej, na przykład w gotówce lub na kartę. Polscy operatorzy organizujący zbiórkę opakowań oferują jednak bony, które można wymienić na gotówkę. Nie wszyscy konsumenci wiedzą jednak, że mają ograniczony czas na ich wykorzystanie.

– Aby system kaucyjny stał się przyjaźniejszy, podnoszone jest przede wszystkim to, żeby opłatę za kaucję móc w sposób bezpośredni kasować na przykład za pomocą karty kredytowej czy od razu przy kasie. Bony cieszą się złą oceną. Zwłaszcza że one mają swoją żywotność. I to nie tylko formalną, ale też fizyczną ze względu na jakość wydruku – podkreśla Gabriela Lenartowicz, posłanka na Sejm RP z Koalicji Obywatelskiej.

Jak wynika z obowiązujących przepisów, zwracane w punkcie zbiórki opakowanie powinno być puste, bez oznak uszkodzenia i zawierać czytelny kod kreskowy.

– Kolejną kwestią poruszaną przez konsumentów jest zmiana nawyku związana z wymogiem niezgniatania opakowań. My to tłumaczymy tak, że recyklomat powinien przeczytać kod z etykiety, rozpoznać kształt, wielkość i wagę, dopiero wtedy może przyjąć opakowanie – zaznacza Piotr Okurowski. – Nadrzędną wartością i celem, dla którego wdrożyliśmy system kaucyjny, jest zebranie wszystkich butelek i puszek wprowadzonych na rynek i przetworzenie ich na nowe opakowania. Aby zrobić to efektywnie i bez strat, urządzenia nie powinny w zbyt dużym stopniu ich niszczyć. Puszki nie powinny być cięte na małe fragmenty. Mogą wówczas nie trafić do recyklingu, zgubić się po drodze czy wymieszać z opakowaniami plastikowymi. Uczulamy jednostki handlu, producentów RVM-ów na budowę i instalację takich urządzeń, które puszkę aluminiową tylko zgniatają, ale nie tną jej i nie perforują.

8 kwietnia br. w siedzibie Krajowej Izby Gospodarczej w Warszawie odbyło się III Seminarium Kaucyjne, w trakcie którego przedstawiciele administracji, branży handlowej i operatorów systemu debatowali na temat pierwszych miesięcy funkcjonowania systemu i towarzyszących mu wyzwań operacyjnych i logistycznych.

– Mamy w tym momencie do czynienia z wielością operatorów. Obecnie jest ich siedmiu i niestety nie ma jednego punktu, który centralnie widziałby wszystkie operacje przeprowadzane na rynku. Każdy operator widzi tylko swoją część. Jeżeli dojdzie do sytuacji, kiedy zaczną oni kwestionować swoje rozliczenia, może się okazać, że nie ma źródła danych, które byłoby w stanie w sposób jednoznaczny i wiarygodny rozstrzygnąć, który z tych operatorów ma rację – podkreśla prezes Fundacji RECAL, która postuluje w tym celu utworzenie jednej organizacji parasolowej sprawującej nadzór nad rynkiem.

– Ze względu na to, że weszliśmy w system wielooperatorowy i mamy problem nadzoru nad przepływami, także pieniężnymi z nieodzyskanej kaucji, organizacja parasolowa zwiększyłaby przejrzystość całego procesu. Mogłaby czuwać, nawet w sposób cyfrowy, nad tym, aby nie było ryzyka, że któryś z operatorów kaucyjnych zbankrutuje na przykład z powodu mniejszej efektywności. Co wtedy z jego zobowiązaniami? – mówi Gabriela Lenartowicz.

Uczestnicy seminarium podkreślali także, że doświadczenia z funkcjonowania systemu kaucyjnego pozwolą lepiej zaprojektować rozwiązania z obszaru rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Ureguluje to procedowana ustawa o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (UC100).

– Wnioski z systemu kaucyjnego pozwalają nam tak zaprojektować ROP, czyli opłatę za recykling opakowań, żeby to działało, żebyśmy mieli mniej opakowań i żeby były robione z materiałów, które są najtańsze i najbardziej przyjazne, ale także z zachowaniem zasad bezpieczeństwa – wskazuje posłanka KO. – Obecnie ten projekt po kolejnej modyfikacji jest w międzyresortowych konsultacjach. Zaproponowano wersję, która niewiele się zmieniła, nie spełnia oczekiwań najważniejszych interesariuszy, zarówno mieszkańców, jak i podmiotów wprowadzających. Prowadzimy bardzo merytoryczną dyskusję, żeby uczynić ten projekt skutecznym i przyjaznym dla środowiska, ale przede wszystkim dla nas obywateli.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/system-kaucyjny-w-polsce,p1144876288

Ponad 30 proc. energii elektrycznej w Polsce jest produkowane w odnawialnych źródłach. Zielona transformacja wciąż napotyka bariery

0

Transformacja energetyczna w Polsce nabrała tempa, jednak wciąż stoi przed wieloma wyzwaniami. Jednym z nich są wciąż długie procedury związane z pozwoleniami na realizację inwestycji w odnawialne źródła. Branża liczy, że pomoże w tym nowelizacja Prawa energetycznego, która ma uprościć proces przyłączania OZE do sieci i odblokować inwestycje. W opinii przedstawicieli sektora energii odnawialnej największego wsparcia wymaga obecnie energetyka wiatrowa na lądzie.

– Z perspektywy czasu uznajemy, że transformacja energetyczna zdecydowanie przyspieszyła – powiedział agencji Newseria Tomasz Guzowski, prezes OX2 Polska, podczas 43. konferencji energetycznej EuroPOWER & OZE POWER.

Jak w lutym poinformowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska, w ubiegłym roku po raz pierwszy w historii udział odnawialnych źródeł w produkcji energii elektrycznej przekroczył 30 proc. i wyniósł 31,41 proc., podczas gdy w 2020 roku było to niecałe 18 proc. To oznacza, że OZE wyprodukowały niemal 55 tys. GWh. Na koniec 2025 roku udział OZE w mocy zainstalowanej przekroczył 50 proc. Wyniosła ona 37 777 MW i w relacji do 2020 roku wzrosła ponad trzykrotnie. Najszybszy wzrost odnotowały elektrownie słoneczne, zwiększając swoją moc do 24 808 MW, i wiatrowe – do 10 555 MW.

Dane Eurostatu pokazują, że udział OZE w całkowitej konsumpcji energii elektrycznej w Polsce w 2024 roku wyniósł 30,37 proc., a w końcowym zużyciu energii brutto – 17,7 proc. To wyniki pozostające wciąż poniżej unijnej średniej, która wyniosła odpowiednio 47,5 proc. oraz 25,2 proc., oraz daleko w tyle za europejskimi liderami.

– Można śmiało powiedzieć, że transformacja przebiega z pewnymi perturbacjami. Nadal konieczne wydaje się przyspieszenie pewnych procesów, żebyśmy byli w stanie zrealizować cele, które stawiamy sobie chociażby w propozycjach zawartych w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu – wyjaśnia Tomasz Guzowski.

Zgodnie z projektem zaktualizowanego KPEiK do 2030 roku udział OZE w produkcji energii elektrycznej osiągnie 51,6 proc. (w scenariuszu zrównoważonej transformacji WEM) i 53,2 proc. (w scenariuszu przyspieszonej transformacji WAM). W perspektywie do 2040 roku ma to być odpowiednio 65 proc. i 68 proc. Celem jest także wzrost udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto do 2030 roku do 30 proc. w scenariuszu WEM i do 32 proc. w scenariuszu WAM.

– Inwestycje w OZE zdecydowanie są traktowane jako korzyść, a nie jako koszt konieczny do poniesienia. To jest inwestycja w nasze bezpieczeństwo, szczególnie w dobie zawirowań geopolitycznych, których jesteśmy świadkami. Każdy megawat mocy zainstalowany w naszych polskich, lokalnych źródłach jest na wagę złota – podkreśla prezes OX2 Polska.

Jak podaje resort klimatu i środowiska, polska gospodarka wciąż jest silnie uzależniona od paliw kopalnych, a koszt importu surowców energetycznych w 2024 roku wyniósł około 112 mld zł. Ogólna zależność importowa wzrosła natomiast do 45 proc. 

MKiŚ jednocześnie powołuje się na analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, które zakładają, że utrzymywanie energetyki opartej na węglu będzie do 2040 roku nawet o 40 proc. droższe niż system w większym stopniu oparty na OZE. Powodem są nie tylko rosnące koszty emisji CO2 i ceny paliw kopalnych na rynkach światowych, lecz również konieczność modernizacji krajowych elektrowni węglowych i spadające wydobycie węgla w Polsce, które musi być uzupełniane kosztownym importem.

– Jeśli mówimy o barierach rozwoju OZE w Polsce, skupiłbym się na usprawnieniu procesów, na prowadzeniu kilku pozwoleń w tym samym czasie, co jest na pewno osiągalne i jest dyskutowane w projekcie zmian chociażby do regulacji związanych z implementacją dyrektywy RED III do polskich przepisów prawa – podkreśla Tomasz Guzowski.

Zgodnie z unijną dyrektywą RED III udział energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii brutto w Unii Europejskiej w 2030 roku ma wynieść co najmniej 42,5 proc., z ambicją osiągnięcia poziomu 45 proc. W 2024 roku, jak podaje Eurostat, było to 25,2 proc. Przepisy mają za zadanie m.in. przyspieszyć procesy administracyjne i wydawania pozwoleń dla inwestycji wiatrowych czy słonecznych.

To przyspieszenie jest nam zdecydowanie potrzebne. Rozwój projektów energetyki wiatrowej na lądzie to jest też niezbędny czas do uzyskania pozwolenia na budowę, który wynosi siedem–osiem lat. Jest też kwestia zabezpieczenia prawa do gruntu na terenie, na którym będą realizowane tego typu inwestycje. Druga rzecz to jest kwestia związana z planami zagospodarowania przestrzennego czy planami ogólnymi, które weszły w zmienionych regulacjach. To jest też kwestia decyzji środowiskowej, uzyskania warunków przyłączenia – wymienia ekspert. – Jest również element związany chociażby ze zmianami prawa mówiącymi o usprawnieniu tego procesu, większej transparentności, ale też przede wszystkim wyczyszczeniu tzw. projektów zombie.

2 kwietnia br. prezydent podpisał nowelizację Prawa energetycznego (UC84), która jest elementem pakietu antyblackoutowego i działań deregulacyjnych. Zakłada ona m.in. odblokowanie mocy przyłączeniowych, czyli eliminację projektów blokujących rozwój rynku. Ma być też mniej formalności w trakcie procesu przyłączeniowego, a procedury mają trwać krócej. 

Na końcu tego procesu jest pozwolenie na budowę. Ze względu na realia i chociażby uzyskanie decyzji środowiskowej czas niezbędny dla projektów lądowej energetyki wiatrowej to jest nawet kilkanaście miesięcy, kiedy musimy czekać na uzyskanie tego typu decyzji. Wszystkie rozwiązania, które przyspieszą ten proces, są pożądane – uważa prezes OX2 Polska. – Zdecydowanego wsparcia potrzebuje energetyka wiatrowa na lądzie. Przez długie lata rozwój nowych projektów był zablokowany przez tak zwaną ustawę odległościową.

Ustawa odległościowa z 2016 roku wprowadziła tzw. zasadę 10H, zgodnie z którą turbiny wiatrowe mogły być budowane w odległości równej co najmniej dziesięciokrotności ich całkowitej wysokości od zabudowań mieszkalnych i obszarów przyrodniczych. Po zmianach w ustawie obecnie odległość ta wynosi 700 m. W ubiegłym roku rząd chciał tę odległość zmniejszyć do 500 m, ale tzw. ustawę wiatrakową zawetował prezydent Karol Nawrocki, tłumacząc swoją decyzję m.in. brakiem społecznego poparcia dla takiej zmiany.

– Tutaj konieczna jest przede wszystkim szersza komunikacja do społeczności, promocja tego typu technologii, która jest tania, dość łatwa do zainstalowania i rozwinięcia, oraz szeroko zakrojona akcja promocyjna, tak jak to miało miejsce w przypadku atomu. Niestety nadal jest to przedmiot licznych dyskusji i sporów politycznych, zdecydowanie bardziej politycznych niż merytorycznych – uważa Tomasz Guzowski.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez More in Common Polska w sierpniu 2025 roku, 64 proc. ankietowanych Polaków popierało rozwój lądowych farm wiatrowych. 24 proc. było przeciwnych, a 12 proc. nie miało zdania na ten temat. Ponad połowa badanych pozytywnie odniosła się do możliwości budowy takich instalacji w okolicy własnego miejsca zamieszkania. Podobny odsetek dotyczył też mieszkańców wsi i małych miast, gdzie potencjalnie powstaje najwięcej takich inwestycji. Obawy wobec sąsiedztwa farm wiatrowych deklarowało mniej niż jedna trzecia Polaków.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ponad-30-proc-energii,p1342283851

W przyszłym roku powstanie unijna pula talentów. Nowa platforma ułatwi firmom z UE rekrutację pracowników z państw trzecich

0

Decyzją instytucji Unii Europejskiej już wkrótce powstanie unijna pula talentów, czyli nowa platforma, która połączy firmy z państw członkowskich i osoby z krajów trzecich chętne do pracy w Europie. Ma to być narzędzie, dzięki któremu państwa członkowskie będą mogły zapełnić luki siły roboczej w deficytowych sektorach gospodarki. Opinie polskich europarlamentarzystów na temat mechanizmu są jednak podzielone. Część z nich uważa, że może się on stać kolejnym szlakiem migracyjnym. Inni natomiast widzą w nim potencjał na rozwiązanie problemów kadrowych.

Pula talentów to dobrowolny mechanizm. Jest on skierowany do pracodawców w poszczególnych państwach członkowskich, aby mogli w sposób kontrolowany, także przez państwo, zwracać się o specjalistów z krajów trzecich, którzy są niezbędni do prowadzonej przez nich działalności gospodarczej. Mogą sięgnąć po nich w sytuacji, gdy na rynku europejskim nie będą mogli znaleźć osób o odpowiednich kwalifikacjach i kompetencjach wśród tych, które przebywają już na terenie Unii Europejskiej bądź danego państwa członkowskiego – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Krzysztof Hetman, poseł do Parlamentu Europejskiego z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Najpierw w marcu za utworzeniem tzw. EU Talent Pool zagłosowali posłowie do Parlamentu Europejskiego, a 30 marca br. Rada UE zatwierdziła rozporządzenie ustanawiające ten mechanizm. Skorzystanie z nowego cyfrowego narzędzia będzie dobrowolne i bezpłatne zarówno dla osób poszukujących pracy, jak i pracodawców. Za stworzenie platformy odpowiada Komisja Europejska. Ma ona zacząć działać najpóźniej w 2027 roku.

– Unijna pula talentów rodzi duże emocje. Jej nazwa jest bardzo interesująca i piękna, ale przy tym pomyśle zwraca się uwagę na to, że w ten sposób zostanie utworzony kolejny szlak migracyjny. Tym razem będzie to legalna migracja. Już w takiej dziedzinie jak transport słyszeliśmy o pomysłach Komisji, żeby ściągać kierowców z Bangladeszu czy Pakistanu, ponieważ jest ich niedostatek w Unii Europejskiej – mówi Jadwiga Wiśniewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. – Zwracam uwagę na to, że poziom kształcenia w poszczególnych zawodach w państwach trzecich jest inny niż w Unii Europejskiej. Po drugie, musimy pamiętać o tym, że standardy dotyczące uzyskiwania kwalifikacji są zupełnie różne. Trzeba też bardzo uważnie patrzeć na to, czy nie będzie tak, jak mówią krytycy tego programu, że będzie to szlak legalnej migracji do Unii Europejskiej.

Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU) podaje, że w Unii Europejskiej brakuje około 500 tys. zawodowych kierowców, a w kolejnych latach luka ma się pogłębiać. Powodami są m.in. starzejąca się siła robocza i ograniczony napływ nowych kierowców. Dlatego IRU z zadowoleniem przyjęła nową inicjatywę UE. Kierowcy znaleźli się wśród kilkudziesięciu zawodów deficytowych w całej Unii, których listę opublikowano jako załącznik do rozporządzenia ustanawiającego unijną pulę talentów. W zestawieniu znaleźli się także m.in. inżynierowie budownictwa, mechanicy, elektrycy, murarze, programiści, lekarze, pielęgniarki i pomocniczy personel medyczny, a także kucharze i kelnerzy.

– Potrzeby europejskich firm są zróżnicowane: od bardzo wysoko wykwalifikowanych specjalistów, dotyczących chociażby fizyki kwantowej, aż po kierowców z określoną specjalizacją, których dzisiaj na rynku bardzo brakuje – wylicza europoseł PSL.

Na europejskim rynku brakuje pracowników, ale są przecież umowy czasowe i z tych rozwiązań korzystają pracodawcy, którzy sprowadzają pracowników spoza Unii Europejskiej na określony czas do wykonywania danych prac. To się sprawdza, jeżeli jest prowadzone zgodnie z przepisami, transparentnie, w sposób przejrzysty. Przed tym się przecież nie zamykamy. Natomiast zwracamy uwagę, że masowe korzystanie z takich programów jak pula talentów może spowodować utworzenie legalnego szlaku migracyjnego do Unii Europejskiej. Unia jest otwarta, ale chcemy mieć pełną świadomość tego, kto do nas wjeżdża, na jakich zasadach i czy ta osoba rzeczywiście będzie skoncentrowana na tych zadaniach, do których się zgłasza – wskazuje Jadwiga Wiśniewska.

Jak podkreśla Parlament Europejski, państwa członkowskie będą musiały zapewnić, aby wszyscy zainteresowani pracodawcy i inne podmioty, takie jak agencje pracy tymczasowej lub pośrednicy, byli legalnie zarejestrowani w danym państwie UE i przestrzegali odpowiednich przepisów unijnych i krajowych dotyczących uczciwej rekrutacji, odpowiednich warunków pracy, niedyskryminacji, ochrony przed niekorzystnym traktowaniem i handlu ludźmi.

Osoby spoza UE, które otrzymają ofertę za pośrednictwem unijnej puli talentów, będą musiały się poddać krajowym procedurom imigracyjnym, aby otrzymać dokumenty pobytowe i zezwolenia na pracę w danym państwie członkowskim. Kraje uczestniczące w mechanizmie będą mogły jednak ten proces przyspieszyć.

– Ten mechanizm nie zwiększy presji migracyjnej z bardzo prostych powodów. Po pierwsze, jest to mechanizm dobrowolny, po drugie, dotyczący specjalistów, po trzecie, pod kontrolą państwa. Po czwarte, to sami pracodawcy będą się zwracali z prośbą i propozycją o określoną grupę zawodową, z której ci specjaliści mieliby się wywodzić – wymienia Krzysztof Hetman.

Z danych Eurostatu wynika, że w IV kwartale 2025 roku 2 proc. miejsc pracy w całej Unii Europejskiej pozostawało nieobsadzonych. W strefie euro było to 2,2 proc. Najwyższy wskaźnik wakatów odnotowano w Holandii (3,9 proc.) i Belgii (3,5 proc.). Polska znajduje się na końcu zestawienia z wynikiem na poziomie 0,7 proc. Mniej wolnych stanowisk pracy miała tylko Rumunia (0,6 proc.).

Eurostat wskazuje, że w styczniu 2026 roku stopa bezrobocia w Unii Europejskiej wyniosła 5,8 proc. W porównaniu ze styczniem 2025 roku spadła o 0,2 proc. (274 tys. osób). Najwięcej osób pozostających bez pracy było w Finlandii (10,2 proc.) i Hiszpanii (9,8 proc.), a najmniej w Polsce i Bułgarii (po 3,1 proc.).

W Unii Europejskiej jest ponad 12 mln osób bezrobotnych. Powinniśmy przygotować program ich aktywizacji, ponieważ są one dużym obciążeniem dla budżetu wszystkich państw członkowskich, a przecież mają wykształcenie, talenty i są mieszkańcami Unii. W związku z tym trzeba przede wszystkim korzystać z tych zasobów ludzkich, którymi już dysponujemy, a nie sprowadzać kolejnych ludzi, którym następnie trzeba będzie zapewniać wszystkie zobowiązania wynikające z opieki społecznej czy zdrowotnej – uważa Jadwiga Wiśniewska. – Państwa członkowskie podnoszą, że koszty utrzymania migrantów są bardzo wysokie. Systemy zdrowotne, edukacyjne, społeczne są coraz mniej wydolne, ponieważ utrzymanie migrantów stanowi ogromne obciążenie dla budżetów państw. Przy tak wielkiej liczbie osób bezrobotnych w Unii Europejskiej atrakcyjne programy ich aktywizowania do prac zawodowych z całą pewnością dałyby lepsze efekty

Jak podaje Komisja Europejska, na koniec 2024 roku spośród wszystkich wydanych zezwoleń na pobyt na terenie UE 21 proc. (5,64 mln) dotyczyło zatrudnienia. Najczęstszą przyczyną były względy rodzinne (33 proc., 8,65 mln). W kwietniu 2025 roku na unijnym rynku pracy zatrudnionych było 12,5 mln obywateli państw trzecich spośród 198,5 mln osób pracujących w wieku od 20 do 64 lat. To 6 proc. ogółu zatrudnionych.

– Stany Zjednoczone zbudowały na cudzoziemcach swoją potęgę i wykorzystują swoje potencjały, chociażby patrząc na Dolinę Krzemową. To było miejsce, w którym światowe talenty, także z Europy i Azji, miały szansę na rozwój i realizację swoich projektów. Wniosły swoją wiedzę i doświadczenie do tych, które powstawały w Dolinie Krzemowej i wielu innych miejscach w Stanach Zjednoczonych. Dzisiaj widzimy niezwykłe projekty, szczególnie jeśli chodzi o kwestie cyfrowe, które właśnie stamtąd się wywodzą – zaznacza Krzysztof Hetman.

Jak wynika z raportu Silicon Valley Institute for Regional Studies „Silicon Valley Indicators 2026”, pracownicy sektora technologicznego w Dolinie Krzemowej pochodzą z całego świata. Największy odsetek z Indii (26 proc.), Chin (17 proc.) i innych regionów Azji (9 proc.). Z Europy pochodziło 6 proc. specjalistów. Tylko 30 proc. zatrudnionych to Amerykanie.

– Biorąc pod uwagę jakość życia w Europie, perspektywy, jakie daje, możliwości skorzystania z wiedzy, know-how, doświadczenia osób, które chciałyby się rozwijać w projektach ważnych dla Unii Europejskiej, mam nadzieję, że będą one chciały obrać kierunek na Europę – mówi europoseł PSL.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-przyszlym-roku,p1888239317

Wojsko rozwija systemy sztucznej inteligencji do wsparcia dowodzenia i cyberobrony. Ważna współpraca z przemysłem i nauką

0

Sztuczna inteligencja coraz mocniej wchodzi do polskiej armii – od analizy danych wywiadowczych po obronę przed cyberatakami. Działające od roku centrum wdrożeniowe ma już za sobą pierwsze projekty łączące kompetencje wojska, nauki i przemysłu. Współpraca tych trzech obszarów jest kluczowa, by budować własne kompetencje technologiczne.

– Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji rozpoczęło swoją działalność w zeszłym roku. Od tego czasu rozpoczęliśmy współpracę w ramach hubu technologicznego z przemysłem, nauką i wojskiem. Naszą ambicją jest to, żeby te trzy podmioty łączyć i zwiększać zdolności związane z wdrażaniem sztucznej inteligencji w siłach zbrojnych. W tym zakresie mocno współpracujemy z dostawcami sprzętu i platform dla wojska, aby rozszerzać te nowoczesne platformy wojskowe o elementy sztucznej inteligencji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria płk Piotr Turek, szef Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Funkcjonujące od roku Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji odpowiada za rozwój i wdrażanie rozwiązań AI w kluczowych obszarach działania Sił Zbrojnych RP, w tym w analizie danych wywiadowczych i rozpoznawczych, wsparciu dowodzenia oraz cyberbezpieczeństwie. Projekty rozwijane w ramach centrum mają charakter wdrożeniowy i są testowane w warunkach zbliżonych do operacyjnych. Ich celem jest szybkie przejście od etapu badań do praktycznego zastosowania w siłach zbrojnych, przy ścisłej współpracy z instytutami badawczymi i partnerami przemysłowymi.

– Zrealizowaliśmy pierwsze projekty pilotażowe z polską nauką, w szczególności z instytutami badawczymi, np. Instytutem Badawczym IDEAS. Udało nam się wspólnie zrealizować pięć projektów. Jeden z nich dotyczył budowania świadomości sytuacyjnej na polu walki, a cztery pozostałe dotyczyły obszaru wzmacniania cyberbezpieczeństwa z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Mocno współpracujemy też z naszymi partnerami i sojusznikami NATO – wskazuje szef CISI DKWOC.

Rozwój projektów AI w wojsku wpisuje się w szerszy trend zacieśniania współpracy między sektorem cywilnym a obronnym. W Polsce powstają elementy tego ekosystemu, w tym akcelerator NATO DIANA w Krakowie, który łączy naukę, start-upy i wojsko w rozwijaniu technologii o podwójnym zastosowaniu – zarówno dla bezpieczeństwa, jak i gospodarki.

Rozwiązania rozwijane w tym modelu znajdują zastosowanie bezpośrednio w działaniach operacyjnych. Na współczesnym polu walki kluczowe znaczenie ma szybkie łączenie i analiza danych z wielu źródeł, w tym systemów rozpoznania i sensorów. Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji pozwalają przekształcać te informacje w spójny obraz sytuacji operacyjnej i wspierać proces podejmowania decyzji.

– Stworzyliśmy Inkubator Projektów AI, gdzie nasi inżynierowie budują pewne rozwiązania od podstaw. Naszym celem jest zbudowanie również w zakresie sztucznej inteligencji autonomii technologicznej, żeby w newralgicznych obszarach, gdzie mówimy o wsparciu dowodzenia, nasze wojska były autonomiczne, żeby były w stanie wykorzystywać technologie, które daje zarówno polski przemysł, polska nauka, jak i te elementy, które wytworzyliśmy w naszych zespołach DKWOC – mówi płk Piotr Turek.

Rozwój własnych rozwiązań technologicznych ma ograniczać zależność od zewnętrznych dostawców w kluczowych obszarach bezpieczeństwa. W systemach dowodzenia i cyberobrony oznacza to większą kontrolę nad danymi i algorytmami oraz szybsze dostosowywanie narzędzi do potrzeb operacyjnych.

– Obszar cyberbezpieczeństwa po roku 2016 po konferencji NATO został uznany za jedną z domen, kolejną po lądzie, powietrzu, morzu i kosmosie. Jak ważny jest to obszar oddziaływań operacyjnych, dowiedzieliśmy się m.in. w trakcie trwającej wojny Rosji z Ukrainą – podkreśla szef Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji.

Jak dodaje, od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji liczba cyberataków na wojskowe sieci i systemy teleinformatyczne w Polsce wzrosła około pięciokrotnie. Coraz częściej ich celem stają się także infrastruktura krytyczna i systemy państwa, od których zależy funkcjonowanie gospodarki i administracji.

– Jako Siły Zbrojne RP odpowiadamy za sektor defence, natomiast współpracujemy również z innymi CSIRT-ami, które odpowiadają za zagrożenia w kierunku przemysłu, nauki i administracji państwowej. Ten połączony wysiłek sprawia, że pokrywamy w 100 proc. polską cyberprzestrzeń – przekonuje płk Piotr Turek. – Naszą odpowiedzią jest mitygacja tych zagrożeń w trybie 24/7. Nasi specjaliści w specjalnych zespołach ds. cyberbezpieczeństwa na bieżąco mitygują najważniejsze zagrożenia z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Co istotne, również do obrony naszej cyberprzestrzeni wykorzystujemy narzędzia z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Również współpraca międzynarodowa odgrywa istotną rolę w budowaniu zdolności cyberobronnych. 12 stycznia br. DKWOC podpisało list intencyjny o partnerstwie z Dowództwem Sił Zbrojnych USA w Europie, który tworzy ramy współpracy w zakresie wzmacniania zdolności i koordynacji działań w cyberprzestrzeni oraz przygotowania do reagowania na coraz bardziej złożone zagrożenia cyfrowe. W ramach NATO realizowane są wspólne działania, ćwiczenia oraz wymiana doświadczeń i technologii, które wspierają reagowanie na zagrożenia o charakterze transgranicznym.

– Dowództwo Komponentów Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni ma podpisane porozumienia między innymi z ośrodkami cyberdefence w Stanach Zjednoczonych. Prowadzimy wspólne działania, wymieniamy się doświadczeniami, technologią, również w krytycznych obszarach, w których może dojść do pewnej korelacji zdarzeń. Działamy tak, żeby z naszymi sojusznikami bronić natowskiej cyberprzestrzeni – podkreśla szef Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni w MON.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wojsko-rozwija-systemy,p13440525

Sektor energetyczny przyspiesza wdrażanie rozwiązań AI. Bez odpowiedniego zarządzania zwiększa to podatność infrastruktury krytycznej na ataki

0

Nieautoryzowane wykorzystanie sztucznej inteligencji staje się jednym z głównych zagrożeń dla bezpieczeństwa firm, także w sektorze energetycznym. Z raportów wynika, że nawet 47 proc. użytkowników korzysta z narzędzi AI poza kontrolą działów IT, co zwiększa ryzyko wycieku danych i cyberataków. W branży infrastruktury krytycznej skutki takich działań mogą mieć charakter systemowy.

– AI, czyli technologia, która szturmem zdobywa polskie przedsiębiorstwa i nie tylko, wdrażana bez przemyślanej strategii i tak zwanego governance’u to zaproszenie dla atakujących. Ta technologia jest w powszechnym użyciu, a więc niemal każdy dzisiaj ma do niej dostęp. Z powszechności jej stosowania wynika fakt, że może być również wykorzystana przez osoby bądź organizacje, które chcą zaszkodzić naszemu przedsiębiorstwu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Jarosław Zarychta, head of business development w Billennium.

Zjawisko określane jako shadow AI oznacza wykorzystywanie narzędzi sztucznej inteligencji poza kontrolą działów IT i cyberbezpieczeństwa, najczęściej z użyciem prywatnych kont pracowników. Według raportu Netskope „Cloud and Threat Report: Shadow AI and Agentic AI 2025” skala tego zjawiska rośnie wraz z upowszechnieniem generatywnej AI – niemal połowa użytkowników korzysta z niej w sposób niezarządzany, a przeciętna organizacja odnotowuje ok. 223 przypadki miesięcznie związane z przesyłaniem danych do aplikacji AI. Liczba użytkowników narzędzi generatywnej AI wzrosła trzykrotnie rok do roku, a liczba zapytań kierowanych do tych systemów – sześciokrotnie.

– W wielu organizacjach pracownicy mają dziś stosunkowo swobodny dostęp do dużych modeli językowych, takich jak ChatGPT, Google Gemini czy rozwiązania Anthropic, i wykorzystują je do formułowania zapytań, tzw. promptów. Problem polega na tym, że często odbywa się to bez nadzoru zespołów cyberbezpieczeństwa oraz departamentów IT. Brak takiej kontroli oznacza realne ryzyko dla przedsiębiorstwa – w szczególności w przypadku organizacji infrastruktury krytycznej, takich jak spółki energetyczne – ponieważ otwiera nowe wektory ataku, których źródłem mogą być narzędzia oparte na sztucznej inteligencji – tłumaczy Jarosław Zarychta.

Według analiz Microsoftu nawet 71 proc. pracowników korzystało z narzędzi AI poza oficjalnymi rozwiązaniami udostępnianymi przez pracodawcę, a część świadomie omija obowiązujące polityki bezpieczeństwa.

Raport Netskope wskazuje, że liczba dostępnych aplikacji generatywnej AI przekracza już 1,5 tys., a organizacje często nie mają narzędzi do monitorowania ich wykorzystania ani kontroli przepływu danych. Problem pogłębia fakt, że pracownicy korzystają z wielu narzędzi jednocześnie – przeciętna firma stosuje co najmniej kilkanaście różnych aplikacji AI, co znacząco utrudnia zarządzanie ryzykiem. W efekcie powstają niewidoczne dla organizacji procesy przetwarzania danych oraz nowe wektory ataku, w tym związane z wykorzystaniem generatywnej AI do manipulacji treściami i podszywania się pod inne osoby.

– Proszę sobie wyobrazić sytuację, że do dyrektora firmy energetycznej dzwoni prezes danego koncernu energetycznego i prosi o zlecenie do księgowości wykonania przelewu na konkretną kwotę do jakiegoś kontrahenta, a także mówi, żeby nie zadawać pytań, bo sprawa jest bardzo pilna. Wygenerowała to sztuczna inteligencja, to jest klasyczny deepfake, jeżeli nie wdrożymy jako przedsiębiorstwo energetyczne mechanizmów zapobiegania tego typu atakom, jesteśmy podatni m.in. na na podszywanie się pod ważne osoby w hierarchii naszej organizacji – tłumaczy head of business development w Billennium.

Rozwój AI zmienia charakter zagrożeń. Technologie generatywne mogą być wykorzystywane do automatyzacji phishingu, tworzenia złośliwego oprogramowania czy generowania wiarygodnych materiałów deepfake, które utrudniają identyfikację ataku. Jednocześnie użytkownicy, wprowadzając do narzędzi AI dane operacyjne, finansowe czy techniczne, mogą nieświadomie przekazywać wrażliwe informacje do zewnętrznych systemów.

Rosnące znaczenie bezpieczeństwa w tym obszarze znajduje odzwierciedlenie w regulacjach unijnych. Firmy energetyczne muszą dziś równolegle odpowiadać na wymagania dyrektywy NIS2, krajowych przepisów o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (ustawa o KSC) oraz AI Act. Oznacza to, że wykorzystanie sztucznej inteligencji przestaje być wyłącznie obszarem innowacji, a staje się elementem odpowiedzialności operacyjnej i zarządczej, bezpośrednio powiązanym z ryzykiem biznesowym i regulacyjnym.

– Powszechnie się narzeka na regulacje, niemniej jednak sektor energetyczny od lat pracuje z regulatorem rynkowym, podobnie jak sektor finansowy, telekomunikacyjny. Celem regulacji w tym przypadku jest ochrona konsumentów i przedsiębiorstw przed negatywnymi skutkami stosowania sztucznej inteligencji. Dzisiaj framework budowy bezpiecznego AI dla organizacji to przede wszystkim zbadanie swoich polityk wewnątrzorganizacyjnych, dostosowanie tych polityk do procedur i regulacji np. Unii Europejskiej – mówi Jarosław Zarychta.

Dyrektywa NIS2 nakłada na przedsiębiorstwa infrastruktury krytycznej obowiązki związane z zarządzaniem ryzykiem, raportowaniem incydentów oraz zabezpieczeniem łańcucha dostaw, natomiast AI Act wprowadza ramy dla bezpiecznego wykorzystania sztucznej inteligencji. Regulacje te wymagają m.in. identyfikacji systemów AI, oceny ryzyka oraz wdrożenia mechanizmów kontrolnych.

– Jako europejski rynek powinniśmy zbudować rozwiązania, które będą nas doskonale zabezpieczały przed różnego rodzaju zagrożeniami. Związane z tym elementy, takie jak zawarte w NIS 2 regulacje i wymagania, pozwalają nam się lepiej przygotować na to nowe środowisko. Po pierwsze, musimy zadbać o to, aby mieć pełną kontrolę nad danymi, po drugie – o to, aby te dane były bezpieczne, czyli pod kątem cyberbezpieczeństwa, m.in. szyfrowanie danych w spoczynku i w przesyle – ocenia  Mariusz Aksamit, head of cloud delivery domain w Billennium.

Jednym z kluczowych kierunków rozwoju jest koncepcja tzw. sovereign cloud, czyli rozwiązań zapewniających pełną kontrolę nad danymi oraz ich przetwarzaniem w ramach określonej jurysdykcji. W połączeniu z architekturą multicloud pozwala to ograniczyć ryzyko uzależnienia od jednego dostawcy oraz zwiększyć odporność systemów na zakłócenia i ataki.

Coraz większe znaczenie ma także bezpieczeństwo całego łańcucha dostaw AI – od dostawców modeli i usług chmurowych, przez interfejsy API i integratorów, po dane wejściowe i kontekstowe wykorzystywane przez organizację. Słabo zabezpieczony element ekosystemu może przenosić ryzyko na całą organizację, co ma szczególne znaczenie w sektorze energetycznym jako infrastrukturze krytycznej.

– Dzięki temu będziemy mogli szerzej wykorzystać chociażby nadchodzące rozwiązania AI czy nowe elementy, które za chwilę się pojawią na rynku. Ma to też oczywiście ogromne znaczenie w kontekście bezpieczeństwa państwa, bo sektor energetyczny jest sektorem krytycznym – tłumaczy Mariusz Aksamit.

Unia Europejska planuje przeznaczyć setki miliardów euro na wzmacnianie odporności infrastruktury, w tym energetycznej i cyfrowej. Ma to wspierać rozwój bezpiecznych technologii oraz ograniczać ryzyka związane z cyberzagrożeniami.

– System energetyczny już w 1/3 próbuje wdrażać rozwiązania AI, natomiast pytanie, czy jest przygotowany, jest pochodną tego, w jaki sposób do tego podchodzi. Według badań SIG 72 proc. organizacji zajmujących się energią wdraża AI poniżej dobrze pojętych standardów bezpieczeństwa, które mamy w IT. Jest więc jeszcze trochę do poprawienia – ocenia head of cloud delivery domain w Billennium.

Kluczowym elementem bezpiecznego wdrażania AI jest governance, czyli zestaw zasad, procedur i narzędzi pozwalających kontrolować sposób wykorzystania tej technologii w organizacji. Oznacza to konieczność budowy spójnego systemu zarządzania AI, obejmującego m.in.: rejestr modeli i zastosowań, kontrolę dostępu i zgodności z regulacjami, monitoring wykorzystania narzędzi oraz pełną ścieżkę audytu działań użytkowników i modeli. Coraz częściej elementem takiego podejścia jest także kontrola kosztów korzystania z dużych modeli językowych oraz ograniczanie zjawiska shadow AI poprzez centralne polityki i narzędzia. Dokładnie takie rozwiązanie ma w swoim portfolio Billennium – AI Governance Suite, który działa jak „system operacyjny”, zapewniając bezpieczne wdrożenie AI w organizacji.

– Ustawodawca narzuca na przykład kilka elementów, które są wprost związane z governance’em AI, czyli między innymi konieczność zweryfikowania łańcucha dostaw AI w całej rozciągłości, konieczność zgłaszania incydentów związanych z AI w ciągu 24 godzin i regularne testy rozwiązań AI, które powinny być wykonywane. Ze względu na to, że my jako Billennium pracujemy na tym rynku i mamy spore doświadczenie, wiemy, że wiele tych aspektów stanowi spore wyzwanie dla firm, również z sektora energetycznego – mówi Mariusz Aksamit.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/sektor-energetyczny,p1605384910

Polska chce zwiększyć znaczenie sektora półprzewodników. Toczą się prace nad krajową polityką w tym obszarze

0

Ministerstwo Cyfryzacji przygotowuje strategię dla sektora półprzewodników, który dziś odpowiada za mniej niż 0,1–0,15 proc. PKB, ale ma rosnąć wraz z napływem kolejnych inwestycji. Dokument zakłada m.in. rozwój infrastruktury i kompetencji, przyciąganie inwestorów oraz budowę co najmniej jednej linii pilotażowej do 2028 roku. Polska już dziś jest jednym z najatrakcyjniejszych miejsc dla inwestycji w końcowy etap produkcji półprzewodników – według analizy firmy Kearney zajmuje piąte miejsce na świecie i pierwsze w Europie.

Ministerstwo Cyfryzacji na początku marca skierowało do konsultacji, uzgodnień i opiniowania projekt uchwały Rady Ministrów dotyczący przyjęcia dokumentu „Polska w grze o przyszłość – polityka dla sektora półprzewodników 2026+”. Dokument wyznacza strategiczne kierunki rozwoju krajowego sektora półprzewodników w latach 2026–2030 oraz zakreśla docelową wizję w dłuższym okresie. Zakłada wzmocnienie badań i innowacji, rozwój kompetencji projektowych i produkcyjnych, przyciąganie inwestycji, budowę kapitału kadrowego oraz aktywną współpracę międzynarodową w ramach inicjatyw europejskich.

– Niewątpliwie mamy bardzo duże tradycje w obszarze półprzewodników. Od ponad dwóch dekad rozbudowujemy tę branżę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr Zbigniew Piątek, naczelnik w Wydziale Inwestycji w Nowe Technologie w Departamencie Badań i Innowacji w Ministerstwie Cyfryzacji.

Z danych zawartych w projekcie strategii wynika, że krajowa branża pozostaje relatywnie niewielka, ale rozwija się w wyspecjalizowanych obszarach technologicznych. Obejmuje obecnie kilkadziesiąt firm zatrudniających łącznie ok. 9 tys. osób, a szerszy ekosystem – wraz z branżą fotoniki i podmiotami działającymi na styku pokrewnych obszarów – liczy ok. 200–250 firm. Według analizy firmy Kearney, obejmującej 30 państw i regionów, Polska znalazła się w czołówce krajów na świecie i w Europie pod względem atrakcyjności dla inwestycji końcowych etapów produkcji półprzewodników, czyli np. ich testowania, łączenia z obudową czy pakowania.

Sektor generuje obecnie mniej niż 1 proc. polskiego PKB, ale zgodnie z założeniami dokumentu ma zwiększać swój udział wraz z rozwojem kompetencji technologicznych i napływem inwestycji. Wśród kierunków specjalizacji wskazywane są m.in.: projektowanie układów scalonych, technologie materiałowe, fotonika oraz rozwiązania dla energetyki i elektromobilności. Zgodnie z projektem Polska ma rozwijać przewagi w wybranych segmentach rynku, zamiast konkurować z największymi globalnymi producentami w pełnym łańcuchu produkcji.

 Mamy kilka specjalizacji jako Polska. Jedną z nich jest projektowanie półprzewodników i oprogramowania do nich. To jest realizowane zarówno w dużych firmach, jak i coraz częściej w podmiotach z kapitałem prywatnym. Jesteśmy specjalistami w tzw. półprzewodnikach szerokoprzerwowych dla energetyki i elektromobilności oraz rozwijamy z dużymi sukcesami, również eksportowymi, branżę fotoniki – wymienia dr Zbigniew Piątek.

W sektorze działają firmy specjalizujące się w architekturze czipów, systemach druku czy projektowaniu układów ASIC. Rozwijane są również technologie fotoniczne, w tym detektory podczerwieni wykorzystywane w automatyzacji, mobilności autonomicznej czy systemach bezpieczeństwa.

– Istnieją pewne obszary, gdzie możemy budować naszą specjalizację i pozycję konkurencyjną. Należy do nich produkcja tzw. półprzewodników dojrzałych, które są wykorzystywane w bardzo różnych branżach przemysłu, również na potrzeby elektromobilności, energetyki czy fotoniki. Ważne, że wraz z rozwojem tego typu komponentów budujemy cały ekosystem – w zakresie rozwoju kadr i utrzymywania talentów, tworzenia własności intelektualnej i zatrzymywania marży w kraju – zapewnia ekspert Ministerstwa Cyfryzacji.

Znaczenie półprzewodników pokazały zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw w latach 2020–2022. Niedobory komponentów produkowanych m.in. na Tajwanie ograniczały wówczas produkcję w wielu sektorach, głównie w przemyśle motoryzacyjnym i elektronicznym. W odpowiedzi Unia Europejska przyjęła European Chips Act, którego celem jest zwiększenie udziału Europy w globalnej produkcji, rozwijanie infrastruktury i wzmocnienie odporności łańcuchów dostaw. Instrument zakłada mobilizację ok. 43 mld euro środków publicznych i prywatnych oraz wsparcie inwestycji, badań i pilotażowych linii technologicznych.

Procedowana w Polsce strategia ma umożliwić krajowej branży włączenie się w europejskie łańcuchy wartości oraz rozwój krajowych kompetencji technologicznych. Projekt obejmuje siedem filarów kluczowych dla rozwoju sektora – od finansowania, przez kadry i współpracę międzynarodową, po konieczne zasoby: energię, wodę i surowce.

 Jednym z filarów jest rozwój infrastruktury, takiej jak linie pilotażowe. Są one tworzone na poziomie europejskim, ale też chcemy tworzyć linie polskie. Chcemy, żeby do 2028 roku powstała minimum jedna linia pilotażowa, która będzie angażowała polskie podmioty, bo mamy przedsiębiorstwa czy instytuty, które mogą być podstawą rozwoju w tym zakresie – mówi dr Zbigniew Piątek. – Jeżeli chodzi o europejski pilotaż linii półprzewodników, to jest on wpisany w European Chips Act, który obowiązuje od 2023 roku. Wskazano pięć linii wyspecjalizowanych w różnych obszarach łańcucha tworzenia wartości. W tych projektach uczestniczą polskie podmioty, m.in. w projekcie FAMES uczestniczy CEZAMAT Politechniki Warszawskiej.

Uruchomienie linii pilotażowej do 2028 roku to jeden z kluczowych wskaźników w filarze infrastrukturalnym, które wpisano w rządowej strategii. Kolejnym jest wskaźnik inwestycji infrastrukturalnych na poziomie co najmniej 800 mln zł wydatków inwestycyjnych i 300 mln zł operacyjnych do 2029 roku. Celem jest także wzrost liczby absolwentów kierunków elektronicznych/półprzewodnikowych oraz wzrost liczby projektantów czipów z ok. 1,5 tys. do 3 tys. do 2030 roku.

– Wyzwaniem jest to, że sektor półprzewodnikowy jest branżą ekstremalnie kapitałochłonną, nie można go rozwijać w kontekście pojedynczych lat czy kadencji, to zadanie strategiczne na dekady. Drugim wyzwaniem jest to, że w Polsce nie mamy jak na razie produkcji przemysłowej półprzewodników, czyli nie mamy domkniętego łańcucha wartości – wskazuje ekspert resortu cyfryzacji. – Dużo się mówi o surowcach, pierwiastkach ziem rzadkich, natomiast moim zdaniem w kontekście Polski głównym wyzwaniem jest stworzenie ram instytucjonalnych i polityki, która będzie wspierała kompleksowy rozwój branży.

Ocena skutków regulacji rządowego projektu podkreśla, że brak spójnej polityki utrudnia dziś koordynację działań państwa i określanie priorytetów inwestycyjnych.

Rozwój sektora półprzewodników ma w dłuższej perspektywie zwiększyć konkurencyjność polskiej gospodarki oraz wzmocnić jej bezpieczeństwo technologiczne. W dokumentach strategicznych podkreśla się, że półprzewodniki mają kluczowe znaczenie nie tylko dla przemysłu cywilnego, ale również dla sektorów wrażliwych takich jak energetyka, infrastruktura krytyczna czy obronność.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-chce-zwiekszyc,p1826854633

Naukowcy będą pracować nad detektorami ciemnej materii i fal grawitacyjnych. Rozwiązania mogą mieć zastosowanie w medycynie i bezpieczeństwie

0

Opracowanie ultraczułych systemów detekcji promieniowania i fal grawitacyjnych – to cel naukowców z projektu Astrocent działającego w ramach Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN. Detektory zdolne do rejestrowania bardzo słabych sygnałów fizycznych mają pomóc w badaniach nad ciemną materią i Wszechświatem, ale również znaleźć zastosowanie komercyjne, w tym m.in. w medycynie, systemach bezpieczeństwa, monitoringu środowiska, energetyce odnawialnej czy sejsmologii. 

W Astrocencie staramy się odpowiadać na fundamentalne pytania dotyczące budowy i ewolucji Wszechświata, między innymi na drodze doświadczalnej. Znalezienie takich odpowiedzi z reguły wymaga budowy dużych eksperymentów, często znajdujących się w trudno dostępnych lokalizacjach ze względu na konieczność wyeliminowania tła od promieniowania kosmicznego: głęboko pod ziemią, na dnie oceanu. Detektory są bardzo duże, dzięki czemu mają większą szansę zmierzyć i odkryć słabo oddziałujące cząstki przylatujące do nas z kosmosu i niosące informacje – mówi agencji Newseria dr hab. Marcin Kuźniak, profesor Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika Polskiej Akademii Nauk, lider projektu Astrocent.

Międzynarodowy Instytut Astrofizyki Cząstek PAN został utworzony w marcu 2026 roku. To pierwsza placówka w Europie Środkowo-Wschodniej zajmująca się wyłącznie astrofizyką cząstek i technologiami wspomagającymi. Ma wzmocnić udział Polski w wiodących światowych projektach badających tzw. ukryty Wszechświat – od ciemnej materii i neutrin po fale grawitacyjne – przy jednoczesnym opracowywaniu innowacyjnych technologii z zastosowaniem w gospodarce i służbie społeczeństwu.

Docelowo do nowego instytutu przeniesiony zostanie obecny zakład Astrocent Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN, w którym początkowo realizowany jest projekt. Cała inicjatywa została wsparta łącznym pakietem finansowania w wysokości 34 mln euro, z tego 8 mln euro (ok. 34 mln zł) na projekt Astrocent pochodzi z programu Międzynarodowe Agendy Badawcze (MAB) realizowanego przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej z Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG).

Zespół Astrocentu zamierza przekroczyć ograniczenia dotychczasowych rozwiązań. Jego celem jest zwiększenie czułości detektorów na różne sygnały, m.in. światło, jonizację, dźwięk, drgania czy też fale sejsmiczne. Naukowcy chcą również poprawić ich skalowalność poprzez m.in. zwiększenie czułej powierzchni, liczby i różnorodności kanałów pomiarowych, a także przez możliwość prowadzenia spójnych i porównywalnych w czasie i przestrzeni pomiarów na dużym obszarze.

Procesy, których szukamy w tych detektorach, są bardzo rzadkie. W ciągu kilku lat pracy eksperymentu mamy nadzieję na odkrycie dosłownie kilku pojedynczych sygnałów powodowanych przez cząstki, których szukamy. Ogromnym wyzwaniem jest zrozumienie i eliminacja tła pomiarowego, które mogłoby poszukiwany sygnał udać lub zaburzyć. W tym celu musimy zebrać i zrozumieć każdy najdrobniejszy element informacji z tych detektorów – tłumaczy prof. Marcin Kuźniak.

Dotychczasowe badania pokazały, że promieniowanie elektromagnetyczne, w tym znane wszystkim światło widzialne, stanowi jedynie niewielką część informacji docierających do Ziemi z kosmosu. Spora jego część ciągle pozostaje bardzo słabo poznana, czyli „ukryta”. To m.in. ciemna materia stanowiąca około jednej czwartej gęstości masy-energii Wszechświata. Wiedzy o nim dostarczają m.in. promienie kosmiczne, neutrina i fale grawitacyjne.

– Budujemy wraz z partnerami detektor ciemnej materii, który będzie szukał śladów zderzeń jej wszechobecnych cząstek z jądrami atomowymi zwykłej materii – tłumaczy badacz Centrum Astronomicznego im. M. Kopernika PAN. – Szukamy więc zdarzeń, w których cząstka ciemnej materii odbiłaby się od jądra atomowego i przekazała mu wtedy część energii. Ono w wyniku interakcji z sąsiednimi atomami traci ją, powodując błysk światła, jonizację i minimalny wzrost temperatury. Te pojedyncze fotony, wzrost temperatury o milikelwiny czy pojedyncze elektrony, czyli te drobne efekty, musimy być w stanie zmierzyć z jak największą wydajnością.

Jak podkreślają przedstawiciele Astrocentu, te egzotyczne sygnały są zazwyczaj bardzo rzadkie lub słabe, co sprawia, że ich wykrywanie wymaga ultraczułych detektorów, specjalnych sensorów, niskoszumowej elektroniki, zaawansowanej fotodetekcji i zaawansowanych metod analizy danych. Astrofizyka cząstek – znana również jako fizyka astrocząstek – zajmuje się wykrywaniem właśnie tego typu sygnałów.

O istnieniu ciemnej materii wiadomo już od ponad 100 lat. Nie da się bez niej wytłumaczyć ruchu gromad galaktyk, który już od dawna obserwujemy w sposób dość precyzyjny. Wydaje się, że ciemna materia stanowi 80 proc. materii. Oprócz niej jest też ciemna energia, która jest jeszcze większą zagadką – wyjaśnia prof. Marcin Kuźniak. – Ciemna materia determinuje wygląd naszego Wszechświata i w dużej mierze kierowała jego ewolucją. Bez niej nie byłoby możliwe powstanie galaktyk ani życia w formie, jaką znamy. Fakt, że żadna z obecnie znanych cząstek nie mogłaby być ciemną materią, mówi nam też o tym, że są prawa fizyczne, których jeszcze nie odkryliśmy, a które mogłyby zrewolucjonizować nasze rozumienie fizyki cząstek i Wszechświata.

Projekt Astrocent skupia się także na badaniach fal grawitacyjnych.

– Detektory fal grawitacyjnych to w miarę nowa dziedzina. Już od kilku lat dość często jednoznacznie rejestrujemy sygnały od zderzeń czarnych dziur lub gwiazd neutronowych. Pomiar tych sygnałów pozwala nam zobaczyć odległe zakątki Wszechświata, które są niedostępne w inny sposób, a także testować teorie fizyczne w ekstremalnych warunkach niedostępnych w laboratoriach na Ziemi czy też za pomocą klasycznych metod astronomii – zaznacza lider zespołu Astrocent.

Podkreśla, że w kontekście pomiarów fal grawitacyjnych bardzo ważne jest monitorowanie zakłóceń takich jak drgania sejsmiczne.

– Do tego konieczne są złożone z setek lub tysięcy sensorów sieci detektorów sejsmicznych i mikrofonów czułych na poddźwięki – technologia rozwijana w projekcie Astrocent przez grupę dr. Mariusza Suchenka. Tego typu czujniki mają szerokie zastosowania, na przykład w systemach wczesnego ostrzegania przed trzęsieniami ziemi, w bezpieczeństwie i monitorowaniu infrastruktury krytycznej. Mamy w tej dziedzinie już kilka patentów, które mamy zamiar rozwijać i wprowadzać na rynek w najbliższych latach – zapowiada prof. Marcin Kuźniak.

Jeden z patentów otrzymanych przez Centrum Astronomiczne im. M. Kopernika Polskiej Akademii Nauk dotyczy sejsmicznego czujnika pomiarowego.

– Technologie rozwijane do badań podstawowych, w szczególności w astrofizyce cząstek, pokonują dotychczasowe bariery technologiczne. Czyni je to użytecznymi do tych zastosowań codziennych, w których brakowało narzędzi pozwalających rozwiązać pewne problemy – zaznacza naukowiec.

Jeden z projektów, rozwijany przez grupę prof. Masayukiego Wady, dotyczy wykorzystania ciekłego argonu w obrazowaniu medycznym PET, które może oznaczać rewolucję w diagnostyce onkologicznej i neurologicznej. Pozwala bowiem znacząco ograniczyć dawkę promieniowania otrzymywaną przez pacjenta, co może otworzyć tę metodę diagnostyki dla dzieci czy kobiet w ciąży.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/naukowcy-beda-pracowac,p1987534865

Unia Europejska chce złagodzić AI Act. Na szali konkurencyjność start-upów i małych przedsiębiorców

0

Parlament Europejski pracuje nad deregulacją AI Act z 2024 roku, która pomoże unijnym firmom, zwłaszcza z sektora MŚP, zachować konkurencyjność w wyścigu technologicznym z USA i Chinami. W grę wchodzą m.in.: zmniejszenie obciążeń administracyjnych, przejrzystsze zasady wdrażania przepisów i większa przestrzeń na innowacje. Zdaniem Tobiasza Bocheńskiego, europosła z PiS, zaproponowany przez Komisję Europejską pakiet uproszczeń powinien pójść jeszcze dalej.

AI Act, czyli akt w sprawie sztucznej inteligencji, wszedł w życie 1 sierpnia 2024 roku. Jego celem jest promowanie innowacji w dziedzinie AI i upowszechnianie technologii, a jednocześnie zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa i ochrony praw podstawowych, w tym demokracji i praworządności. Wdrażanie przepisów odbywa się etapami, a większość z nich, w tym regulujące systemy AI wysokiego ryzyka, mają zacząć obowiązywać od 2 sierpnia 2026 i 2027 roku, w zależności od kategorii zmian.

Okazało się, że ta regulacja jest w bardzo dużym stopniu szkodliwa dla rozwoju najnowszych technologii w Europie. Stąd inicjatywa Komisji Europejskiej i próba deregulacji, zniesienia pewnych obciążeń dla małych, mikro- i średnich przedsiębiorstw zajmujących się sztuczną inteligencją – mówi agencji Newseria Tobiasz Bocheński, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy.

Komisja Europejska w listopadzie 2025 roku opublikowała propozycję deregulacji tego aktu, w ramach tzw. cyfrowego omnibusa.

– To propozycja różnych szczegółowych zmian technicznych dotyczących tego, jak się pracuje nad sztuczną inteligencją, np. zmniejszenia liczby sprawozdań i biurokratycznych wytycznych oraz doprowadzenia do większej jasności tekstów prawnych, by firmy wiedziały, jakie są ich obowiązki. Teraz tego nie wiedzą – zaznacza Tobiasz Bocheński. 

Komisja Europejska już po wdrożeniu obowiązujących pierwszych przepisów przeprowadziła szereg konsultacji z zainteresowanymi stronami. Wykazały one szereg wyzwań, które mogłyby zagrozić skutecznemu stosowaniu kluczowych przepisów aktu. Wśród propozycji deregulacji znalazły się m.in. uproszczenia w dokumentacji technicznej i systemach zarządzania jakością czy też obowiązek brania pod uwagę sytuacji ekonomicznej mniejszych podmiotów przy wymierzaniu kar.

– Obecnie pracujemy nad tym w europarlamencie. Jest to jedna z ważniejszych inicjatyw, bo Unia Europejska traci przewagi konkurencyjne, również w najnowocześniejszych rynkach. Jeżeli chcemy rywalizować z Chińczykami, Amerykanami, Japończykami czy Koreańczykami Południowymi, to musimy coś zrobić w tej sprawie – uważa polityk.

Jak wskazuje raport PAIH „AI – regulacje prawne istniejące i powstające na danych rynkach”, w Stanach Zjednoczonych dominuje podejście proinnowacyjne. Administracja prezydenta Donalda Trumpa zmniejsza obciążenia regulacyjne i ogranicza restrykcyjne przepisy stanowe, dzięki czemu tworzenie i wdrażanie systemów AI dla start-upów i założycieli firm technologicznych ma być łatwiejsze i mniej kosztowne.

Miałem spotkanie z naszą branżą AI. Polskie firmy dążą do tego, żeby zlikwidować biurokrację związaną z AI, dlatego że stają przed wyzwaniem: albo będą zamykały biznesy, albo przeniosą się do Stanów. Nie ma tutaj wyjścia, bo ich konkurencja w tych samych dziedzinach jest o wiele dynamiczniejsza, lepiej funkcjonuje za oceanem, więc prowadzenie działalności w Polsce czy w innym państwie Unii Europejskiej jest po prostu nieopłacalne – podkreśla Tobiasz Bocheński. – W raporcie Draghiego jest opisane, że wszystkie start-upy, które w Europie się świetnie rozwijają, tu zaczynają raczkować, mają świetne pomysły, potem uciekają do USA i tam prowadzą swoją działalność. Jeżeli doprowadzamy do tego, że następuje drenaż pomysłów, kreatywności, kapitału, ludzi z Europy do Stanów Zjednoczonych, to nie jest dobra wizja rozwojowa.

Jak wynika z tegorocznego badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”, 31 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw rozpoczęło proces wdrożenia AI Act, a 40 proc. jest w jego trakcie. Co trzecie przedsiębiorstwo oceniło, że pełne dostosowanie się do unijnego rozporządzenia będzie pracochłonne i wymusi zmiany zarówno w procesach wewnętrznych, jak i biznesowych. Jedynie 3 proc. firm wskazuje, że AI Act ich nie dotyczy.

– Oczekiwania ze strony rynku są różnego rodzaju, bo musimy odróżnić wielkie korporacje i małe start-upy, które mają różne interesy, ale trzeba uwzględnić je wszystkie i pogłębić deregulację. Czyli tam, gdzie Komisja Europejska weszła ze swoimi propozycjami, trzeba doprowadzić do tego, żeby zmiana aktu prawnego poszła jeszcze dalej, wytwarzając większą sferę swobody i wolności dla tych, którzy zajmują się wytwarzaniem, przetwarzaniem, rozwijaniem najnowocześniejszych technologii w Unii Europejskiej – uważaeuroposeł Prawa i Sprawiedliwości.

AI Chamber, czyli izba zrzeszająca kilkadziesiąt start-upów, firm i organizacji pozarządowych z Polski oraz regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w grudniu 2025 roku wystosowała list otwarty do Rady Unii Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Wzywa w nim nie tylko do poparcia, ale też znacznego wzmocnienia i rozszerzenia propozycji omnibusa. 

Nigdzie na świecie nie jest wstrzymywana praca nad sztuczną inteligencją. Jeżeli my to zrobimy, to przegramy w tym wyścigu. Jeżeli tak się stanie, a sztuczna inteligencja będzie wykorzystywana w robotyce, obronności, technologiach naszego życia codziennego, to będziemy nie tylko zacofani, ale staniemy się też o wiele biedniejsi od tych, którzy będą dysponowali tą technologią – uważa Tobiasz Bocheński. – Zatem stoję na stanowisku zdecydowanie wolnościowym. Pozwólmy rozwijać sztuczną inteligencję na takich samych zasadach, jak to się dzieje w Chinach i Stanach Zjednoczonych. To jest nasz główny konkurent w zachodniej cywilizacji.

W apelu do władz unijnych przedstawiciele AI Chamber podkreślali, że rosnąca złożoność przepisów tworzy niewidzialne bariery i rosnące koszty dla przedsiębiorców, zwłaszcza z sektora MŚP i start-upów. Zamiast tworzyć nowe produkty, innowatorzy są zmuszeni wydawać pieniądze na prawników i konsultantów, aby się upewnić, że ich pomysł mieści się w ramach prawa.

– Wielkim korporacjom, które dysponują tą technologią, nie zależy na tak dużej deregulacji jak tym małym. Te potrzebują dużo swobody, żeby konkurować z wielkimi. Za to wielcy mają przewagę kapitałową, technologiczną, swoje rozwiązania, więc zależy im na opiekowaniu się własnym know-how i zwalczaniu konkurencji – wyjaśnia europoseł PiS.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/unia-europejska-chce,p1982289081

Amazon zapowiada wielomiliardowe inwestycje w Polsce. Skorzystają krajowi e-sprzedawcy

0

Ponad 23 mld zł – to kwota, którą Amazon zamierza przeznaczyć na inwestycje w Polsce w latach 2026–2028. W planach jest m.in. rozwój sieci logistycznej, którą niedługo zasili robotyczne centrum dystrybucyjne powstające w Dobromierzu na Dolnym Śląsku. Na tych inwestycjach mają skorzystać przede wszystkim polscy e-sprzedawcy, szczególnie MŚP, które za pośrednictwem Amazon.pl i sklepu Polskie Marki zdobywają klientów nie tylko w kraju, ale i za granicą. Z okazji piątych urodzin sklepu Amazon.pl po raz pierwszy przyznał im nagrody „Złotej Paczki”.

 Świętujemy piąte urodziny sklepu Amazon.pl. Jesteśmy bardzo dumni z tego, że tak wielu polskich sprzedawców jest z nami. Wiemy, że tylko 5 proc. polskich firm eksportuje, natomiast u nas za granicę sprzedaje aż dziewięciu na 10 rodzimych sprzedawców. Wartość ich eksportu w 2024 roku przekroczyła 5 mld zł. Za ponad połowę tej kwoty odpowiadały firmy pochodzące z mniejszych miast i obszarów wiejskich – mówi agencji Newseria Agata Jasińska, menedżerka ds. usług handlowych w Amazon.pl.

Amazon działa w Polsce od 2014 roku, jednak firma już wcześniej zaczęła inwestycje na naszym rynku. W latach 2012–2025 ich wartość przekroczyła 45 mld zł. Sklep Amazon.pl funkcjonuje natomiast od 2021 roku, a z kolei w 2024 roku powstała witryna Polskie Marki, która pozwala zwiększyć widoczność produktów od krajowych przedsiębiorców. Obecnych jest na niej ponad 1,2 tys. polskich brandów – zarówno znanych marek, jak i lokalnych rzemieślników. 

– W 2024 roku polskie firmy sprzedały 35 mln produktów na Amazon na całym świecie. To 70 produktów na minutę. To dla nich uruchomiliśmy na Amazon.pl sklep Polskie Marki, gdzie w ciągu roku przybyło ich aż 200. To wyjątkowe miejsce, w którym rodzime firmy mogą wyeksponować swoje produkty i pochodzenie – wyjaśnia Agata Jasińska.

Wyniki badania zrealizowanego przez ASM Research Solutions Strategy na zlecenie Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Zachowania zakupowe Polaków 2025” pokazują, że Polacy są gospodarczymi patriotami. Ponad 84 proc. z nas uważa, że mając możliwość wyboru, należy kupować produkty polskiego pochodzenia. 

– Wychodząc naprzeciw polskim markom oraz małym i średnim przedsiębiorcom, jako jeden z pierwszych sklepów w Europie stworzyliśmy specjalne warunki, które pomagają im pokonać bariery wejścia. Przez pierwsze sześć miesięcy nie muszą płacić ani opłaty subskrypcyjnej, ani prowizyjnej. Otrzymują też wsparcie logistyczne, ponieważ jesteśmy w stanie zapewnić do 50 proc. zniżki na naszą flagową usługę logistyczną Fulfillment by Amazon – wyjaśnia menedżerka ds. usług handlowych w Amazon.pl.

Badanie „(Nie)świadomy konsument” przeprowadzone przez Amazon i panel badawczy Ariadna pokazuje, że 75 proc. Polaków robi zakupy online co najmniej raz w miesiącu, a konsumenci coraz chętniej wybierają znane sklepy internetowe. Blisko trzy czwarte respondentów (71 proc.) odpowiedziało, że zakupy w sprawdzonych sklepach internetowych wzbudzają w nich znacznie większe zaufanie.

Z raportu Krajowej Izby Gospodarczej wynika, że w 2025 roku obroty e-handlu w Polsce osiągnęły łącznie blisko 92 mld zł. Oznacza to wzrost o 6,8 proc. rok do roku. Stanowiły one 9,1 proc. obrotów ogółem handlu detalicznego w sektorze przedsiębiorstw. Największy udział w sprzedaży miała grupa tekstylia, odzież i obuwie, osiągając wartość 15,28 mld zł (16,6 proc.).

– Nasza firma zajmuje się produkcją i sprzedażą odzieży oraz różnego rodzaju obuwia. Zaczynaliśmy od klapków, ale teraz mamy znacznie szerszy asortyment. Sprzedaż e-commerce jest dla nas superważna, ponieważ nie mamy własnych sklepów stacjonarnych. Sprzedajemy tylko przez partnerów – mówi Paweł Dąbrowski, marketing & e-commerce director w firmie Kubota. – Współpraca z Amazon daje nam masę korzyści. Przede wszystkim jesteśmy w stanie eksplorować nowe rynki, inaczej nie mielibyśmy pieniędzy, aby na nich inwestować. Możemy testować różnego rodzaju rozwiązania i skupić się na tym, co robimy najlepiej, czyli projektowaniu i produkcji obuwia oraz odzieży. Możemy skutecznie sprzedawać na innych rynkach bez ponoszenia ogromnych kosztów ekspansji.

Kubota została nagrodzona przez Amazon statuetką „Złotej Paczki” w kategorii Ikona pięciolecia. Okazją do wręczenia nagród dla najlepszych lokalnych sprzedawców i najpopularniejszych polskich produktów były piąte urodziny sklepu Amazon.pl. W kategorii Mistrzowie tradycji uhonorowano firmę e-wicker24, która od ponad 20 lat zajmuje się wikliniarstwem.

 Mistrzowie tradycji to kategoria, która zobowiązuje. My jesteśmy silnie osadzeni w tradycji, ponieważ wszystkie nasze wyroby są wyplatane ręcznie. Naszym zadaniem jest tworzyć takie warunki dla rzemieślników, żeby wyplatanie przetrwało na naszym obszarze, było przekazywane z pokolenia na pokolenie i żeby nowi ludzie uczyli się tego rzemiosła – mówi Joanna Radomska, założycielka firmy e-wicker24. – Nasza firma zajmuje się wyplataniem produktów z polskiej wikliny. Pozyskujemy i uprawiamy ją w podkarpackim zagłębiu wikliniarskim, gdzie tradycje wikliniarskie sięgają 150 lat, od kiedy hrabia Ferdinand Hompesch jeszcze w czasie zaborów założył w 1878 roku szkołę wikliniarską w Rudniku. Ta umiejętność jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. W zeszłym roku polskie plecionkarstwo zostało uhonorowane wpisem na Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Polska marka współpracuje globalnie z Amazon od 11 lat, a ze sklepem Amazon.pl od pięciu lat. Jej produkty sprzedawane są na terenie całej Unii Europejskiej. To przede wszystkim zabawki wiklinowe, produkty dla domowych zwierzaków oraz specjalistyczne kosze do sklepów i branży HoReCa.

– E-commerce jest naszym głównym kanałem B2C. Dzięki niemu możemy zyskiwać doświadczenie sprzedaży bezpośredniej z klientami. Amazon poprzez sprzedaż, obsługę i serwis posprzedażowy pozwala nam zdobywać doświadczenie i umiejętności, które przez lata są u nas doskonalone. Dzięki nim wzrost sprzedaży z roku na rok jest coraz wyższy – podkreśla Joanna Radomska. 

Z Amazon od 2014 roku współpracuje także firma 4kraft, która zajmuje się produkcją asortymentu dziecięcego, w tym fotelików samochodowych, wózków, produktów z kategorii home czy też rowerków biegowych. Początkowo jej produkty były sprzedawane przez sklep niemiecki, a od momentu uruchomienia polskiej witryny również tam. Obecnie firma sprzedaje za pośrednictwem Amazon w wielu europejskich krajach.

– Amazon daje nam przede wszystkim możliwość skalowania biznesu i wykorzystania ruchu na stronie. Można powiedzieć, że to nie jest kanał sprzedaży, ale w pewnym sensie model biznesowy – tłumaczy Piotr Polanowski, dyrektor ds. rozwoju biznesu w 4kraft. – E-commerce to dla nas najważniejszy kanał sprzedaży. Ten rynek na całym świecie rośnie bardzo dynamicznie, średnio o około 10 proc. rocznie i wiemy, że dalej będzie rósł. W okresie pandemii mieliśmy bardzo duże wzrosty, praktycznie o ponad 30 proc. rok do roku. W kolejnych latach nie były one już aż tak spektakularne. Jednak ten kanał nadal wykazuje bardzo mocną tendencję wzrostową, w przeciwieństwie do kanałów offline, które są coraz trudniejsze.

Firma została nagrodzona w konkursie z okazji pięciolecia sklepu Amazon.pl w kategorii Ambasador Polski za granicą.

– To pokazuje, że polskie firmy potrafią przygotować ofertę, zaprezentować i dostarczyć klientom w całej Europie produkty, które są wysokiej jakości i są przez tych klientów doceniane i pożądane – mówi Piotr Polanowski.

 Ekspansja międzynarodowa to jest nasza podstawa, bo zaczęliśmy od wywozu naszych pięknych produktów za granicę. Krosno Glass, a wcześniej Krośnieńskie Huty Szkła były znane ze swoich produktów na całym świecie, 85 proc. naszej produkcji trafia za granicę – mówi Iwona Pik, prezeska Krosno Glass. – Pracujemy z Amazon.pl prawie pięć lat, czyli od początku. Pokazujemy polską markę w przestrzeni internetowej i to był nasz pierwszy kontakt z e-sprzedażą oprócz naszego sklepu.

Firma produkująca wyroby ze szkła od ponad 90 lat zdobyła w konkursie „Złote Paczki” nagrodę w kategorii Zdobywca Ameryki.

– W 1931 roku podbiliśmy Amerykę naszym szkłem, konkretnie szklanką robioną ręcznie z dziurką w środku. Pewnie każdy w domu ma taką szklankę i od prawie roku sprzedajemy ją w odświeżonej wersji szlifowanej w czteropakach. Okazała się ona hitem na rynku amerykańskim – mówi Iwona Pik. – Oprócz tego mamy kolorowe szkło. To wydawałoby się nieoczywiste, ale Ameryka jest bardzo otwarta na kolory. Nasze kryształowe szkło pomalowaliśmy ręcznie, zarówno kieliszki, gdzie podbiliśmy błysk kryształu kolorem, jak i szklanki. To też jest oczekiwane, lubiane i kupowane.

W kategorii Ulubieniec Polaków nagrodzony został żel pod prysznic Orange Butter firmy Ziaja.

– Nie współpracujemy bezpośrednio z Amazon.pl, ale robią to nasi dystrybutorzy bądź niezależne podmioty. Zdajemy sobie sprawę, że naszą koniecznością jest bycie na tym marketplace, ponieważ zapewnia on dotarcie do milionów klientów i buduje rozpoznawalność, świadomość marki – mówi Joanna Kowalczuk, dyrektorka ds. marketingu w firmie Ziaja. – Nieskromnie powiem, że nie zdziwiła mnie nasza nagroda w kategorii Ulubieniec Polaków. Miliony Polaków, którzy codziennie wybierają markę Ziaja, nie mogą się mylić.

Jak podkreśla, kanał e-commerce stanowi bardzo ważną część działalności firmy. Dotyczy to zarówno sprzedaży krajowej, jak i zagranicznej.

– Najważniejsze są dla nas rynki europejskie, warto tu wspomnieć chociażby Hiszpanię, Czechy i Słowację, gdzie nasza marka jest znana, lubiana i bardzo często kupowana. Równie dobrze radzimy sobie na innych rynkach na całym świecie – mówi Joanna Kowalczuk.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/amazon-zapowiada,p1082717153

Polski e-commerce rośnie szybciej niż handel tradycyjny. Sprzedaż online zwiększa też możliwości eksportowe firm

0

Obroty e-handlu w Polsce w 2025 roku sięgnęły blisko 92 mld zł i były o 6,8 proc. wyższe niż rok wcześniej – wynika z danych Krajowej Izby Gospodarczej. Prognozy na 2026 rok pozostają optymistyczne – analitycy spodziewają się kolejnego wzrostu o ok. 7 proc. Rozwój e-commerce przyciąga kolejne inwestycje globalnych graczy takich jak Amazon, który planuje zainwestować w Polsce w latach 2026–2028 ponad 23 mld zł.

E-commerce jako jeden z niewielu obszarów handlu detalicznego od kilku lat stabilnie wzrasta, nawet 6–7 proc. rocznie. O ile w przypadku sprzedaży detalicznej w sklepach stacjonarnych sytuacja jest zmienna, o tyle w zakresie e-commerce ciągle mamy do czynienia ze wzrostem mówi agencji Newseria Agnieszka Durlik, członkini zarządu Krajowej Izby Gospodarczej.

Z danych KIG wynika, że e-handel zakończył 2025 rok z blisko 92 mld zł obrotu i udziałem na poziomie 9,1 proc. Dynamika wzrostu rok do roku w wysokości 6,8 proc. przewyższyła dynamikę całego sektora handlu detalicznego, który wzrósł o 4,6 proc. Największy udział w sprzedaży mają tekstylia, odzież i obuwie (16,6 proc.), a następnie meble oraz sprzęt RTV i AGD (16 proc.), prasa i książki (8,3 proc.) oraz farmaceutyki i kosmetyki (5,6 proc.).

Badania konsumenckie wskazują na rosnącą częstotliwość zakupów w internecie. Z najnowszego badania „(Nie)świadomy konsument”, przeprowadzonego przez panel badawczy Ariadna na zlecenie Amazona, wynika, że 75 proc. Polaków kupuje w sieci co najmniej raz w miesiącu. Jednocześnie dla 71 proc. ankietowanych większe zaufanie budzą zakupy w znanych i sprawdzonych sklepach internetowych.

E-commerce dla polskich firm to bardzo ważna przestrzeń, zwłaszcza w zakresie możliwości eksportowych. Jeżeli zastosujemy marketplace’y, które pokazujemy na platformie cross-border stworzonej wspólnie z Amazonem, jesteśmy w stanie dużo łatwiej wejść na rynki zagraniczne. Niewiele polskich firm eksportuje, to tylko około 5 proc., głównie z uwagi na to, że duża część to małe i średnie przedsiębiorstwa, które boją się wyjścia na zewnątrz i kosztów. Jeśli zastosują handel internetowy i użyją jednego z marketplace’ów, to wtedy wydostanie się z rynku polskiego jest dla nich dużo większą szansą – przekonuje Agnieszka Durlik.

Z „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce 2025” PARP wynika, że 4,9 proc. firm w naszym kraju (112,1 tys.) sprzedaje wyroby za granicę. Tak niski odsetek jest konsekwencją bardzo słabych wyników mikroprzedsiębiorstw. Wyniki większych podmiotów prezentują się znacznie lepiej. Polski eksport jest zdominowany przez przedsiębiorstwa z udziałem kapitału zagranicznego. Od tej grupy pochodzi 65 proc. wartości eksportu, choć stanowią jedną trzecią polskich eksporterów.

Coraz większe znaczenie w umiędzynarodowieniu sprzedaży ma jednak handel elektroniczny, który pozwala mniejszym firmom docierać do klientów bez konieczności budowania własnych sieci dystrybucji za granicą. Marketplace’y zapewniają gotową infrastrukturę sprzedażową, narzędzia marketingowe i obsługę logistyczną, co znacząco obniża barierę rozwoju zagranicznego.

E-commerce jest dla nas jednym z kluczowych kanałów sprzedaży, który wpisuje się w strategię omnichannelową. To jeden z głównych elementów, dlatego że od wielu lat widzimy, jak dynamicznie rośnie ten kanał sprzedaży. Na polskim rynku bardzo mocno rozwijamy tę sprzedaż, również poprzez Amazon.pl, gdzie jesteśmy od początku. To w tej chwili jeden z najważniejszych elementów wzrostu dynamiki i dojrzałości polskiego rynku sprzedaży internetowej – ocenia Agnieszka Pacuk, kierowniczka sprzedaży internetowej w firmie Trefl.

Internet dla wielu konsumentów stał się podstawowym miejscem poszukiwania informacji o produktach – od porównywania cen i parametrów po sprawdzanie opinii innych użytkowników. Recenzje publikowane przez klientów należą dziś do najważniejszych czynników wpływających na wybór produktu.

W internecie możemy w bardzo jasny, klarowny sposób przedstawić nasz produkt, pokazać, jakie są jego zasady użytkowania i jego jakość. Możemy dotrzeć do bardzo dużej bazy klientów dzięki marketplace’om czy sklepom własnym sprzedaży internetowej. Klienci również mogą czerpać z opinii i recenzji innych konsumentów, którzy już z tych produktów skorzystali – wskazuje Agnieszka Pacuk.

Dla wielu producentów obecność w serwisach sprzedażowych jest dziś jednym z najważniejszych sposobów dotarcia do klientów. Marketplace’y umożliwiają firmom sprzedaż produktów bez konieczności budowania własnej infrastruktury technologicznej czy logistycznej, a jednocześnie pozwalają korzystać z rozpoznawalności dużych sklepów internetowych.

Jeżeli chodzi o współpracę Trefl S.A. i Amazon.pl, jest to dla nas kluczowy partner w cyfrowym biznesie internetowym. Przede wszystkim to dla nas ogromna baza klientów i możliwość budowania zaufania wśród konsumentów, a także partnerska współpraca. Razem budujemy polski e-commerce, który cały czas się rozwija, ale jest już na dosyć dojrzałym poziomie – mówi kierowniczka sprzedaży internetowej w firmie Trefl.

Rosnąca skala e-commerce oznacza również coraz większe znaczenie zaplecza logistycznego. Szybkość i przewidywalność dostawy stały się jednymi z kluczowych elementów podnoszenia konkurencyjności. W Polsce w ostatnich latach dynamicznie rozwijała się infrastruktura magazynowa i sieci dystrybucyjne obsługujące handel internetowy, obejmujące zarówno centra logistyczne znanych serwisów zakupowych, jak i rozbudowaną sieć punktów odbioru przesyłek.

Taką infrastrukturę rozwija Amazon, który działa w Polsce od 2014 roku. W latach 2012–2025 spółka zainwestowała w kraju ponad 45 mld zł w centra logistyczne, biura technologiczne oraz rozwiązania wspierające sprzedaż online.

Jesteśmy szczęśliwi z tego, co osiągnęliśmy w Polsce, udaje nam się lokalizować nasze globalne rozwiązania. Mamy płatności i sposoby dostawy do maszyn paczkomatowych, które odpowiadają polskim klientom, mamy produkty, które cieszą się wielką popularnością, i ponad 1,2 tys. lokalnych brandów w sklepie Polskie Marki, więc te pięć lat oceniamy bardzo pozytywnie – podkreśla Katarzyna Ciechanowska-Ciosk, dyrektorka zarządzająca Amazon.pl.

Amazon zapowiada dalszą rozbudowę swojej infrastruktury w Polsce. W latach 2026–2028 firma planuje zainwestować ponad 23 mld zł w rozwój działalności, w tym w nowe projekty logistyczne i technologiczne.

Planujemy otwarcie 12. centrum logistycznego w Polsce, na Dolnym Śląsku w Dobromierzu. Będzie to jedno z najnowocześniejszych centrów logistycznych, jakie Amazon ma w Europie. Będziemy też dalej pracować nad ofertą sklepu Amazon.pl, odpowiadać na potrzeby polskich klientów oraz pracować nad polskimi produkcjami w ramach Prime Video – zapowiada Katarzyna Ciechanowska-Ciosk.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polski-ecommerce-rosnie,p40323491